piątek, 13 października 2017

Błękitny kredens


Mój obecny dom to wypadkowa tego co zastałam , a co nie mogę zmienić i tego co zmieniłam idąc za impulsem , pośpiechem . Zostawiłam wszystko za sobą , sprzedałam i wprowadziłam się do domu, gdzie nie miałam nawet łóżka do spania, był więc pośpiech.Dopiero teraz mogę zacząć spajać , składać jak klocki Lego. Nie jest to łatwe, no dobra nie będę już marudzić.
Jak widać oszalałam na temat niebieskiego , od grafitu do wyblakłego błękitu.W końcu kobieta zmienną jest. Niezmiennie tylko  kocham kolory i nie lubię białych ścian... i kropka.



Zawsze chciałam mieć stary kredens, ale mała powierzchnia byłego mieszkania nie dawała takiej możliwości. Teraz mogę poszaleć, marzenia się spełniają i mam kredens starusieńki, na dodatek niebieski.
Misiek namęczył się przy jego odnowie. Staruszek, jak każdy w jego wieku był naruszony zębem czasu, miał wiele ubytków i już korniki go podjadały, przyznam się , że ja miałam wątpliwości czy Spa garażowe potrafi go choć trochę odmłodzić. 
"Skalpel" Miśka zdziałał cuda , mnie pozostało nałożyć makijaż w postaci niebieskiej farby akrylowej i kredens stanął między jadalnią a kuchnią. Wprawdzie oczy w postaci szkiełek witrynki mają zaćmę i zastanawiam się  nad zmianą szkieł albo innym rozwiązaniem, na razie jednak kredens pozostaje w tej postaci do następnej mojej weny.

Dzbanuszek w kropki z Bolesławca
Zestaw porcelanowych pojemników kupionych na targu staroci w Świdnicy
Obrusy w kredensie

Uratowany stołeczek pomalowałam farbą kredową


Tak wyglądał kredens  przed pomalowaniem.



Inspiracje
 

niedziela, 8 października 2017

Jak adoptowałam hoję


Kupiliśmy dom, wyjechaliśmy na drugi koniec Polski i w konsekwencji zaczęliśmy przyjmować rodzinę, która chciała zobaczyć tę naszą "posiadłość". 
Przy okazji takich odwiedzin moi teściowie mieli okazję odwiedzić siostrę teścia, czyli naszą kochaną ciocię zamieszkującą Świdnicę. Ciocia , cudowna osoba w słusznym już wieku ma koleżankę , której aktualnie remontowano mieszkanko, a która miała olbrzymią , wieloletnią hoję. Hoi groziła eksmisja. Obie panie pomyślały, że skoro mamy duży dom to przecież możemy tę hoję adoptować. Mój Misiek nie miał serca odmówić i przytargał olbrzymi kwiat ze Świdnicy do naszego domu.
 O Matko!!! ja byłam przerażona, nie przewidziałam miejsca dla wiekowej damy i co tu robić? 
Trzeba było znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. 
Długo szukaliśmy odpowiedniego starego stojaka, Misiek znalazł taki na "Młynie" za niewielkie pieniądze.kwietnik pomalowałam na niebiesko farbą kredową, ( ja  obecnie szaleję z kolorem niebieskim i granatem). Postawiłam stojak z damą w kącie przy oknie , rozplątałam długie pędy, niestety nie obyło się bez ofiar, pędy rozciągnęliśmy na ścianę i mam coś co przypomina dom babci . 
Hoja sobie jakoś trwa, na razie nie ma zamiaru umierać , tyle że nie kwitnie. Nie wiem czy podoba jej się nowy dom czy nie, nic nie mówi, a ja nie bardzo wiem jak zająć się tą staruszką, może ktoś ma doświadczenie w tej materii, rady są mile widziane.

Ślicznie dziękuję za komentarze, cieszę się jak widzę , że jeszcze ktoś tu zagląda. Pozdrawiam cieplutko w tę zimną niedzielę.

poniedziałek, 25 września 2017

Słoiczki jak kwiaty


Słoiczki jak kwiaty rozłożyły się na trawie pozując do sesji zdjęciowej.
 Są one wytworem chwili kiedy tęsknota za drobnymi robótkami była tak silna, że musiałam coś zrobić. Dusza piszczała, ręce rwały się do farbek, a córcia poddała myśl, pomysł i razem zajęłyśmy się ozdabianiem. Słoiczki na różne małe przydasie np.guziczki, kwiatki i inne duperelki. Ale była zabawa, mogłabym tak bez końca kleić bukieciki, rysować koronki itd. i dobrze się stało, że zabrakło przygotowanych na ten cel słoików, bo chyba bym nie przestała.
Polecam taką zabawę, bardzo odprężające zajęcie.

Do zabawy użyłam różnych kolorów farb kredowych, gałki drewniane od komody w której owe gałki wymieniłam na inne, bardziej wyrafinowane, oraz przydasie zachomikowane przez moją córcię .


Bogusiu ten wpis dedykuję tobie, mam nadzieję , że odnajdę czas na takie zabawy.

niedziela, 24 września 2017

Tajemniczy ogród - pożegnanie lata


Witam po długiej przerwie.
Nie pytajcie mnie czemu mnie tak długo tu nie było,dużo trzeba by było opowiadać.
Zapomnijmy więc o tych kilku miesiącach i zacznijmy się bawić blogiem jeszcze raz.

  
Reaktywując to miejsce zacznę od podsumowania lata, czyli od mojego tajemniczego ogrodu.
Tak go nazwałam , bo gdy wprowadziliśmy się do nowego domu w listopadzie ogród był w uśpieniu, zapuszczony przez ostatni czas przez byłych właścicieli . Od wiosny odkrywał przede mną swe tajemnice. Spod kory wyszły krokusy , hiacynty, tulipany, krzewy rozkwitły, i tak przez całe lato poznawałam ich nazwy , okrywałam kolory kwiatów. Odchwaszczałam , przycinałam , zmieniałam, dosadzałam, siałam trawę i ryłam jak ten kret w ziemi ,aby jakoś ten ogród doprowadzić do porządku. Jeszcze dużo pracy mnie czeka w ogrodzie, ale zawsze o nim marzyłam , 
pochłonął mój czas letni całkowicie.

Pozdrowienia od KICHUSIA, kotka wolnego i szczęśliwego.

sobota, 15 kwietnia 2017

Jezus Frasobliwy


Pan Jezus Frasobliwy

Szedł Pan Jezus po świecie,szedł w przebraniu biedaka,
 rozglądał się, przystawał, słuchał, patrzył i płakał...

 Spotkał bezdomnych, takie strzępki człowieka,
 biedne kupki nieszczęścia, na które nikt nie czeka. 
Grzali zsiniałe ręce w dziurawych rękawicach, 
a obojętni ludzie płynęli po ulicach...
 Zaglądał ludziom w oczy. I co widział – moc smutku, bezsilność, żal, obojętność. Płakał Pan po cichutku. Popatrzył na kanały. Ludzie-szczury tam byli. 
Odziani w brudne łachy przy świeczce „dyktę” pili.
 Na miejskich wysypiskach odwiedził miot szperaczy. Chwytali w lot odpadki – coś przyjąć od nich raczy? 
Chcieli dać szmat na odzież, bo nic nie mieli więcej... 
I szedł Pan piechotą w dzielnice bogactw, pychy;
 Oglądał cudne wille jakiś pokorny, cichy.
 Zachodnie auta mijał i wlókł się osowiały, 
a za nim groźne psiska szczekały i szczekały...
 Wysokie, kute bramy, mocne żelazne płoty
i mury oddzielały bogaczy od biedoty. 
Nie było rąk z pomocą ani życzliwych oczu.
 Gdy siadł zmęczony w cieniu, by spocząć na uboczu. 

Załamał się biedaczek, rozejrzał po terenie
 i poszedł łzy osuszyć w kapliczce przy Skansenie.
 Spokojnie mógł rozważać zachowań ludzkich dziwy 
i został już na zawsze Pan Jezus Frasobliwy.
 Płacze jesiennym deszczem, zimowe śniegi rosną,
 okryją go pierzynką, słonko obudzi wiosną. 
Taki z nami zostanie i ja tu nic nie zmienię, 
spójrz i na Ciebie czeka w podlubelskim skansenie. 
Zdejmij kapelusz z głowy, uśmiechnij się do Niego, przeżegnaj się i pociesz Pana Frasobliwego. 
Patrz, czajki przeleciały, skowronek szuka wiosny,
 spraw, niech w twym sercu mieszka Pan Jezus – lecz Radosny. 

 Zofia Abramek  


Życzę spokojnych , pełnych zadumy i radości Świąt Wielkanocnych.

Jasmin

środa, 12 kwietnia 2017

Komoda - technika serwetkowa


Wszędzie panuje atmosfera przedświąteczna, dekoracje na stoły, wysiadywanie jajek, wianki, bazie, zajączki itp, a mnie zatkało. W ostatniej chwili przypomniałam sobie o nastawieniu zakwasu z chleba, zrobieniu specjalnego serka do barszczu (pisałam o tym Tu), z niczym nie mogę zdążyć, o dekorowaniu jajek mogłam zapomnieć. Szkoda bo bardzo  lubię dekorować jajeczka, ale odbiję sobie to kiedy indziej.      
Tymczasem pochwalę się komodą, tak tak, duży gabaryt, więc pracy przy niej było sporo. Jest to praca zbiorowa. Dzieci znalazły podobną komodę w sklepie internetowym, oczywiście cena z kosmosu, postanowiły mnie powierzyć zadanie wykonania owej komody. Zakupiły komodę z drugiej ręki , zainwestowały w farbę kredową Anny Sloan, wybrały serwetki i zabraliśmy się do pracy. Zadanie malowania komody na biało otrzymała moja synowa (wiedzę jaką posiadałam odnośnie malowania farbami kredowymi przekazałam jej przy wspólnym malowaniu łóżka), ja natomiast zabrałam się za szuflady. 
Szuflady zostały potraktowane techniką serwetkową, czyli na każdej naklejona jest inna serwetka (nawiasem mówiąc serwetek z przepięknymi wzorami jest teraz bardzo dużo), najwięcej namęczyłam się przy łączeniu serwetek tak, by wzór się zgadzał, a łączenia nie były widoczne. Potem lakierowałam i szlifowałam wielokrotnie do uzyskania gładkiej powierzchni. Na koniec grubym papierem ściernym przetarłam brzegi szuflad i jak widać efekt jest znakomity, dla mnie komoda jest teraz niepowtarzalna i piękna, dodaje uroku sypialni. Wisienką na torcie okazały się przecudnej urody uchwyty. 

Przy odrobinie czasu zapraszam do galerii zdjęć. 


Życzę miłego wieczoru. 

czwartek, 6 kwietnia 2017

Gdy szczęście samo puka do drzwi


"To, jak traktujesz koty, decyduje o twoim miejscu w Niebie." Robert A. Heinlein

A czy szczęściem nie można nazwać kota?

Pewnego dnia gdy mój teść i mój Misiek krzątali się  po ogrodzie , przybiegł do nich mały zabiedzony kotek i zaczął miziać się do ich nóg. 
No i jak można było odrzucić taką wielką miłość i wielką prośbę bijącą z oczu. No jak? 
Kot został przygarnięty. Jaka była moja radość ,gdy wróciwszy do domu z pracy usłyszałam "miał". Zawsze chciałam mieć kota, ale warunki mieszkaniowe w bloku nie pozwalały na to, aby go mieć. Misiek zawsze obiecywał , że jak będziemy mieć dom to kot znajdzie tam swoje miejsce. Dom kupiliśmy, zajęliśmy się remontem, a ja w planach miałam zakup rasowego kota, tymczasem kot sam przyszedł i jest, wprawdzie nie rasowy, ale zwykły, wszędobylski, szary dachowiec. Mało tego; jest przymilny, pieszczoch rzadkiej maści, pocieszny, taki sam jak kot zamieszkały kiedyś w moim rodzinnym domu, nawet z urody podobny do naszego Kichusia, zupełna jego reinkarnacja. Czesław zwany pierwszego dnia i tak zwany oficjalnie, natomiast po domowemu zwyczajnie Kichuś jest z nami już trzy tygodnie. Musieliśmy go odrobaczyć, odpchlić, wyprać, odkarmić itp. Obecnie jest radosnym, dokazującym kotkiem, mam nadzieję, że będzie z nami szczęśliwy.

Swoją drogą, to czy któraś z was kąpała kota? ale stres, do dzisiaj mam szramy po pazurkach i wyrzuty sumienia, ale niestety musiałam to zrobić i mam nadzieję , że nie będę musiała tej czynności nigdy więcej powtórzyć. Może chodziłby do dziś brudny, gdybym wcześniej przeczytała taki oto tekst;

" Jeśli lekkomyślnie zdecydowałeś się wykąpać swego kota, zmień zamiar i nie czyń tego. Jeśli jednak trwasz uparcie w swym postanowieniu, weź mydło kąpielowe, do balii nalej wody starannie doprowadzonej do temperatury ciała kota, naszykuj ręcznik lub dwa, jodynę, nici chirurgiczne, gazę – nie od rzeczy też byłaby butelka brandy – i parę rękawic ochronnych. Możesz także zawiadomić najbliższego krewnego, jeśli naprawdę jesteś przewidujący."
Eric Gurney


....................................................................................................................................................................
 Ludzie, którzy nie lubią kotów, widocznie jeszcze nie spotkali tego właściwego.
Deborah A. Edwards

 Kobiety i koty zawsze robią, co chcą, więc mężczyźni i psy niech się z tym pogodzą.
Robert A. Heinlein

 Pies przyjdzie na zawołanie, kot odbierze wiadomość i skontaktuje się z tobą w wolnej chwili.
Mary Bly

 Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los.
Oscar Wilde

....................................................................................................................................................................

 Oto Czesław zwany Kichusiem.
Zostałam wyrzucona z własnego ulubionego krzesła, teraz to miejsce jego wysokości Czesława vel Kichusia.


"Koty dodają energii, prowokują do śmiechu, wspaniale nadają się do przytulania, niemal zawsze są co najmniej śliczne, a czasami wręcz piękne". Roger Caras 

 Pozdrawiam cieplutko wszystkich, zwłaszcza kociary,  dziękuję za pamięć i komentarze.

środa, 1 marca 2017

Metamorfoza komody


Zastanawiałam się jak zacząć opowieść o moim nowym domu , jego przeróbkach i właściwie to nie wiem. 
Może od tego , że odziedziczyłam po byłych właścicielach parę rzeczy , które nie bardzo mogę zmienić ze względu na koszty i inne aspekty. Cała powierzchnia mojego mieszkania pokryta jest płytkami i to włoskimi, przecież na głowę jeszcze nie upadłam aby je zrywać , więc zaakceptowałam stan obecny, Wszystkie ściany były białe,  przybrudzone,   popękane. Odziedziczyłam kuchnię w stylu prowansalskim, kominek w stylu nowoczesnym, meble do salonu drewniane nadające się na taras.
 I tak to zakasaliśmy rękawy i zabraliśmy się do remontu.
Ze względu na to , że biel nie wchodziła w rachubę , pomalowaliśmy wszystkie ściany na delikatne kolory błękitu i szarości, oczywiście najpierw naprawialiśmy niedoróbki ścienne. Z wielkiego salonu wyodrębniliśmy jeszcze jeden pokój, gdzie znajduje się sypialnia mojej córki , która wpada do domu od czasu do czasu, tam też będzie nasza wspólna pracownia. Pokój przechodni stał się biblioteką, jest jeszcze nasza sypialnia , zmniejszony salon, który przechodzi w kuchnię. W łazience odziedziczyłam płytki, które postanowiliśmy zachować, ale dużą wannę narożną wynieśliśmy, zamontowaliśmy mniejszą, aby zmieścić  kabinę prysznicową.  Roboty jeszcze mnóstwo mnie czeka, bo to garaż, pralnia, pokój gościnny, ogród itp. W związku z tym co się u mnie obecnie dzieje będę was bombardować  wiadomościami z frontu. 
Dzisiaj będzie o komodzie.
Nie zabrałam ze sobą do nowego domu żadnych mebli, w związku z tym dokupuję na razie starocie i przerabiam. Trafiła mi się okazja odkupić sosnową komodę wraz z łóżkiem i mniejszą szafką po bardzo niskiej cenie. Łóżko do pracowni i małą szafkę pomalowałam białą farbą kredową, pokażę jak pracownia będzie gotowa. Natomiast teraz pokazuję dużą komodę z pojemnymi szufladami, potraktowałam ją oczywiście ukochaną farbą kredową na biało, a szuflady  różnymi kolorami ze swoich zapasów. Całość zawoskowałam woskiem bezbarwnym, przyciemniłam i postarzyłam woskiem czarnym. Komoda miała wpasować się do ściany w intensywnym kolorze pod nazwą "Kleopatra", kolor na jednej ścianie wedle życzenia córci. Pomieściła ona wszystkie moje drobniejsze przydasie robótkowe. A tak nawiasem mówiąc już tęsknię za drobnymi robótkami, ale na razie tylko duże gabaryty na tapecie.


Na dzisiaj to wszystko, idę spać bo jestem okropnie zmęczona, rano męczyłam inny mebel, potem byłam w pracy, a po pracy znowu trochę działałam twórczo.
Życzę więc dobrej nocki.