sobota, 26 lutego 2011

Lawendowe ptasiory czyli wariacje na temat bieżnika



Jeżeli gładząc dziobem długie pióra
upuszczą jedno - pióro długo spada,
zanim dna jezior głębokich dosięgnie.
I o policzek trąca - wieść ze świata, 
gdzie jasno, ciepło, swobodnie i pięknie.
 
Czesław Miłosz
 


Moja wariacja na temat bieżnika, wygląda tak jak na zdjęciach, spiczaste zakończenia udekorowane zwisającymi serduszkami zawiązanymi na kokardki , w kolorach takich jak na bieżniku.


Do haftu krzyżykowego doszedł haft supełkowy imitujący lawendę, ptasiory mają zamiast ogonków kiście lawendy, właściwie to bardzo bajkowe ptasiory, jakaś taka mutacja bociana, czapli i lawendy, więc niech zostaną  nazwane prze ze mnie lawendowymi ptasiorami. Kochliwe bardzo, więc dookoła nich są rozsypane serduszka różnego kształtu.





Wzór zaczerpnęłam z tego katalogu, trochę go naciągając do moich potrzeb.

czwartek, 24 lutego 2011

Fiolet wieczorową porą


Późnym wieczorem naszła mnie chętka do szycia, nie mogłam obojętnie przejść nad wczorajszymi zakupami. I tak szybciutko uszyłam obrus do kuchni z tęczowopastelowego kuponu. Mieniąca się barwami tafta, pięknie odbija światło od lampy, niestety fotograf ze mnie do bani, no czasami coś uda mi się dobrze sfotografować, ale barwy królujące w mojej kuchni trudno oddać w fotografii.


Kuchnia nie jest taka ciemna , to tylko wieczór i światło lamp stwarza taki nastrój, mnie on zupełnie odpowiada. Lubię kolory, jak już pisałam biel mnie przytłacza, stwarza pozór że nigdy nie wyszłam po za szpital, barwy więc koją moje oczy.


Przeszłam przez życie kochając różne kolory , najdłużej chyba czerwień, był błękit, szarości i róż aż zatrzymałam się na fiolecie. Znajoma psycholog powiedziała tylko " Aśka tylko nie przekraczaj tego koloru, już jesteś na krawędzi", nie chciałam się pytać jaka to krawędź, bo po co, lubię moją fioletową kuchnię wieczorem, lubię jej intrygujący klimat.


Przepraszam za kwiaty ale to już ostatni oddech tulipanów, taka ich agonia , więc na ostatek otuliłam je w przepiękną tkaninę, umierające tulipany wtopiły się w fioletowy wieczór. Ciarki po plecach mi przeszły, jakoś tak mam chęć na dobry horror, trzeba przeszukać filmotekę, może powrócę jeszcze raz do Zmierzchu? jeszcze tylko napić się ciepłej herbatki z cytryną i pomaszerować pod kołderkę, jeszcze tylko brakuje mi książki o jakowyś czarnoksiężnikach, niestety wszystkie dostępne przeczytałam.  Nie trzeba mi współczuć, całkiem dobrze się czuję, zmieniam tylko swoje nastroje tak jak szatę na blogu, potrzebuję ciągle nowych bodźców. A dzisiaj mam tylko swój fioletowy wieczór.
Dobrej nocki wszystkim życzę.


środa, 23 lutego 2011

Aktualności



Aktualnie mam kilka dni urlopu, dziecka wyjechały i zrobiło się pusto, głucho i nudno. Przez ostatni tydzień razem z córcią zrobiłyśmy maraton krzyżykowy, mobilizowałyśmy się nawzajem, stan haftu St.Petersburga na odjezdnym wypadł imponująco. Ja natomiast wyszywałam " Zimorodka z elfem" , haft ten dawno chodził mi po głowie ale rezultat marny, już mi się nie podoba, miałam inne wyobrażenie o tym hafcie. Nie mniej jednak ukończę go aby się przekonać czy było warto.



Spotkała mnie też niespodzianka, Gosia moja sister podarowała mi jedno ze swych cudownych serduszek , które można zobaczyć tutaj na jej blogu. Jest tak cudne że "dynda" na lampie przy stole i codziennie mogę się nim zachwycać. Trzeba mieć taką kochaną siostrę aby doczekać się takiego prezentu.



Dzisiaj zafundowałam sobie dzień szczęśliwości co u mnie oznacza wizytę u fryzjera, a potem , no właśnie co? ..........zakupy w sklepie pasmanteryjnym i co kupiłam? ......................oczywiście że przydasie i piękne tkaniny, jest tam kosz z resztkami , można pogrzebać i znaleźć cudeńka do szycia.



I na koniec prosty sposób na ciasteczka, tym razem :

Ciasteczka francuskie z żurawiną.



Receptariusz

Gotowe ciasto francuskie pokroić w kwadraty, naciąć rogi w kształcie litery L, zagiąć rogi do środka, tak powstanie kwiatek, na jego środek kładziemy konfiturę, dżem lub żurawinę, zapiekamy, piecze się niesamowicie krótko i na tym koniec receptariusza.

Dzień szczęśliwości kończę dobrym ciastkiem i kochaną kawusią przy blogowaniu.

Ślicznie dziękuję wszystkim tym którzy podczas mojej niebytności internetowo-blogowej nie zapomnieli o mnie i dziękuję za komentarze.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Filcowe brosze



Przerywam swoje milczenie blogowe, sesję naukową zamknęłam, spędziłam z dziećmi miłe chwile i od teraz mam kilka dni wolnego. Mam nadzieję nadrobić w tym czasie zaległości blogowe, już się cieszę na ucztę blogową, ciekawa jestem co tam w tym czasie natworzyłyście ciekawego.



Wieczorami przy posiedzeniach rodzinnych udziergałam dwie brosze, tak , właśnie brosze, bo są dużego rozmiaru, dla swoich dziewczyn. Przedstawiam brosze na torebki, uszyte z filcu ,obszyte perełkami.

Pierwsza to żółty kwiat na fioletową torbę z filcu.



Druga brosza to motylek na torbę dla mojej córci. Obie szyłam z wielką przyjemnością, mam nadzieję że do szycia z filcu jeszcze wrócę.



Motylek z kroplami rosy na skrzydełkach, w ulubionym kolorze Klaudyny.



Czółki z srebrnego druciku na którym umieszczone są perełki.



Córcia jako modelka, motylek usiadł na torbie i oczekuje wiosny.

wtorek, 15 lutego 2011

Torebka w Matrioszki


Kontynuacją inspiracji czerpanej z haftu St.Petersburga  mojej córci jest torebka lub jak kto woli etui na przybory do wyszywania  tegoż haftu. Natchnęło mnie gdy zastanawiałam się nad tym jak uszyć torebkę z filcu na prośbę w/wymienionej. Pomyślałam sobie że spróbuję na czymś nie zobowiązującym i zobaczę co z tego wyjdzie.


Posiadałam kawałek prostokątnego szarego, grubego filcu, dodałam dwa prostokątne boki i wszystko dookoła pozszywałam. Szycie filcu sprawia mi coraz większą frajdę, materiał ten daje dużo możliwości. Można puścić wodze fantazji i wyczarować co się tylko chce.


W wolnych chwilach powstawały osobno Matrioszki, są one dziełem radosnej twórczości jaka mnie ogarnęła, powstawały na poczekaniu z głowy. Teraz na pewno wyrysowałabym projekt i zabrała się do nich z innej strony, ale cóż szkodzi popróbować idąc na całość.


Matrioszki przyszyłam do filcu przed jego zszyciem. Potem pobawiłam się tworzeniem guzika , powstał z dwóch kółeczek filcowych wypchanych ocieplinką. Pod spodem guzika jest perełka tak by guzik odstawał od powierzchni,  udekorowałam go kwiatuszkiem i przyszyłam do torebki. To że filc nie trzeba obrzucać i się nie ciepie to jego wielka zaleta, można wycinać bardzo małe elementy i przyszywać, stwarza to wielkie możliwości dla wyobraźni.


W etui pomieści się wzór, nici i haft. Znając plan zajęć mojego dziecięcia , haft ukończony zostanie nieprędko, może za kilka lat, będzie miał on schludne mieszkanko w czasie odpoczynku w haftowaniu.
Całość wykonałam z materiału jaki akurat posiadałam w domu, wiem że można inaczej , bardziej profesjonalnie  ale chyba nie o to chodzi w świetnej zabawie z wykorzystaniem tego co mamy zachomikowane.


Lubie bawić się w tworzenie miszmaszu tematycznego, tym razem mozaika z klimatem wsi rosyjskiej, oraz film jak to pewien artysta zachwycony folklorem zapisuje jego zapach i koloryt.





Ze względu na to że moje dziecię jest w domu po zdanej sesji i ślęczy przy hafcie , mając jej zgodę, uchylam rąbka postępów w wyszywaniu St.Petersburga.

piątek, 4 lutego 2011

W kolorze blue



Troszkę koloru blue, bardzo lubię ten kolor, choć mało prac w tym kolorze popełniam. Wynika to chyba z tego że do moich pomieszczeń nie bardzo pasuje. Miałam jednak przyjemność wyszyć zakładeczkę dla mojej siostrzenicy właśnie w tym kolorze, bardzo mnie ten kolor wycisza.